hannibunnylecter: (Default)
[personal profile] hannibunnylecter
Tytuł: Zanim odnajdą się ci, co się zagubili
Tytuł oryginalny: Until the lost become the found
Autorka: [livejournal.com profile] twisting_vine_x
Przekład: [livejournal.com profile] lucyannethropy
Beta: [livejournal.com profile] lobobathory
Pairing, postacie: Dean/Castiel/future!Castiel, Sam
Ostrzeżenia: To teraz z kolei macie przesłodki fluff :D


Zanim odnajdą się ci, co się zagubili

      Następnego ranka Dean i Castiel siedzą przy kuchennym stole, a Cas krząta się wokół nich, ubrany jedynie w dżinsy i fartuszek, pochłonięty przygotowywaniem śniadania złożonego z jajecznicy i bekonu. Dean nie może uwierzyć, że ten moment to naprawdę część jego życia, i jego serce przeskakuje kilka istotnych taktów, jakby domyślało się, że ta poranna śniadaniowa rutyna jest zbyt rodzinna, by Dean mógł ją pojąć. Zwłaszcza że anielska wersja Castiela nie musi jeść.
      - Wyluzuj, Dean. Jajka nie gryzą.
      Dean chce rzucić mordercze spojrzenie Casowi, który na chwilę przestaje robić to, co robi, by obdarzyć Deana widokiem wyszczerzonych zębów, ale w oczach Casa jest coś, co przypomina prawdziwe szczęście, i – po raz pierwszy, odkąd Dean pamięta – Cas, uśmiechając się szeroko, nie wygląda jak kupka nieszczęścia i fałszywej pewności siebie, i nie sprawia, że w Deanie coś pęka.
      - Ta, nieważne. Tylko nie próbuj mnie otruć swoją imitacją kawy, jasne?
      - Bez obaw. Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz.
      To niedopowiedzenie stulecia i Dean nie może powstrzymać uśmiechu, kiedy Cas znów się do niego szczerzy i powraca do swojej kuchenki. Łowca przenosi wzrok na anioła, który siedzi w milczeniu z rękoma na blacie stołu, w pełnym prochowcowo-krawatowym rynsztunku. Castiel natychmiast wyczuwa jego spojrzenie i podnosi głowę, a pytania, które Dean miał na końcu języka, i niepokój w jednej chwili przestają się liczyć. Nie potrzeba słów, by opisać radość, którą Dean widzi na twarzy Castiela, i kiedy usta anioła wyginają się nieznacznie – malusieńki skurcz pełen zadowolenia, któremu towarzyszy czułość w oczach, zupełnie jak tamtej strasznej nocy, gdy Castiel wyrwał Deana z łap Zachariasza – Dean czuje, że i on się uśmiecha, i nagle wydaje mu się, że warto było przez to wszystko przejść, jeśli te wydarzenia doprowadziły ich do tej chwili.
      Na szczęście, zanim jego mózg ma szansę kontynuować te babskie rozważania, na podwórzu rozlega się pomruk Impali, wyraźnie słyszalny w ciszy, jaka zapadła w kuchni, a potem w domu rozbrzmiewa głos Sama, przerywany tubalnymi pokrzykiwaniami Bobby’ego, który informuje, że idzie coś sprawdzić w szopie. Przez chwilę Dean żuje wargę, wodząc wzrokiem od jednego swojego towarzysza do drugiego. Anioł ma na tyle przyzwoitości, by wyglądać na lekko skrępowanego, ale uśmiech Casa jest niemal diaboliczny.
      - Daj spokój, Dean. Jesteś cały w malinkach, a ja robię jajecznicę. Nie uda ci się z tego wykręcić.
      Dean czuje krew napływającą mu do twarzy, ale zanim udaje mu się odwarknąć coś w odpowiedzi, do kuchni wpada Sam. Jeśli nawet jego braciszek miał im coś do powiedzenia, to z jego gardła wydobywa się tylko dziwny gulgot, kiedy do Sama dociera, co widzi. Przez krótką chwilę Dean ma ochotę zapaść się pod ziemię i umrzeć, bo nie ma wątpliwości, że - nawet pomijając półnagiego Casa w fartuszku, pełen rozanielenia rumieniec na policzkach Castiela i ślady, które pokrywają jego własną skórę – żaden z nich trzech nie mógłby już wyglądać na bardziej wyżętego seksem, choćby nie wiadomo jak się starał.
      - Um, cześć.
      Jedyną reakcją Sama jest wgapianie się w niego jeszcze przez kolejny moment, po czym usta Sama zatrzaskują się z wyraźnym skrzypnięciem szczęki i Sam odwraca się, by spojrzeć na Casa. Upadły anioł spokojnie opiera się o kuchenkę, owinięty starym fartuszkiem Bobby’ego z napisem „Pocałuj kucharza”, krzywiąc usta w obscenicznym uśmiechu, który przyprawiłby o rumieniec nawet gwiazdę porno.
      - Hej, Sam. Tęskniłeś?
      Sam jeszcze przez chwilę wlepia w nich wzrok. Wreszcie wydaje dziwny zduszony odgłos i zasłania oczy dłońmi, jakby chciał odgrodzić się od całego świata zewnętrznego.
      - Och, Boże, czy ja w ogóle chcę to usłyszeć?
      - Zapewne nie. Ale może mógłbyś ostrzec Bobby’ego. Niby nic nie jest w stanie nim wstrząsnąć, ale świętokradczy gejowski trójkąt pod jego własnym dachem to chyba dla niego za dużo.
      Sam kwiczy w proteście i zakrywa uszy, mamrocząc coś o traumie na całe życie i zbyt wielu informacjach. Dean rzuca Casowi coś, co – jak ma nadzieję – jest morderczym łypnięciem, ale Cas tylko uśmiecha się bez śladu skruchy, ciska w Deana kawałkiem skorupki i powraca do pichcenia. Dean nie ma okazji przeprosić Sama za naruszenie wszelkich norm przyzwoitości w tej kuchni, bo Sam z wahaniem odsłania uszy, ale wciąż trzyma ręce w górze i nie patrzy nikomu w oczy.
      - Słuchajcie, um. Cieszę się. Naprawdę. Tylko… błagam, żadnych szczegółów, dobrze?
      Zanim Dean zdąża powiedzieć, że popiera to całym sercem, Cas znów odwraca się od kuchenki, nadal trzymając w ręku patelnię i od niechcenia mieszając jajecznicę. Podnosi brew, nie spuszczając z niej wzroku.
      - Niczego nie obiecuję. Ale przynoszę strawę jako gałązkę oliwną. Wystarczy?
      Sam wciąż nie patrzy nikomu w oczy, ale wydaje odgłos, który można uznać za przytaknięcie, chociaż bardzo wymuszone, i siada przy stole z miną, jakby zobaczył, że ktoś depcze kociaka. Dean czuje, że na jego twarz zaczyna niepewnie wypływać szeroki uśmiech, i łowca rozgląda się po maleńkiej kuchni, wchłaniając w siebie krzyki Bobby’ego dobiegające z werandy, z dawna niewidzianą suczą twarz jego brata, przekleństwa, które Cas mamrocze przy kuchence, poważne spojrzenie Castiela, który niewzruszenie i spokojnie siedzi przy stole, wciąż z lekko wygiętymi ustami…
      Cóż, może i nadal nie mają planu, jak zabić Diabła, ale tak długo, jak ta czwórka ludzi jest cała i zdrowa, Dean zawsze będzie miał powód, aby walczyć o ten świat.


Date: 2012-05-18 04:53 pm (UTC)
From: [identity profile] julie. (from livejournal.com)
O Boże w tortilli.
Zdany angol, genialne opowiadanie przetłumaczone przez genialną autorkę i jeszcze zakończenie sezonu jednego dnia.
To za dużo na moje małe, pornograficzne, negatywkowe serduszko.
Idę rozdawać moją miłość i radość światu.
Oficjalnie cię za to wielbię. Za inne też. Tak po zsumowaniu z tym cię dodatkowo wielbię.

Date: 2012-05-18 05:51 pm (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Dziękuję, lubię czuć się uwielbiona :D

Date: 2012-05-21 09:19 pm (UTC)
From: [identity profile] julie. (from livejournal.com)
No co, gdzieś musiał się schować! Może Dean niewiele się pomylił z tym, że robi wypady na tortille :D
Nie mam pojęcia co mój musk wciągał kiedy produkował tamtą wypowiedź.

Date: 2012-05-22 03:11 pm (UTC)
From: [identity profile] blackfalconik.livejournal.com
Twój musk :) wymiata :).

Date: 2012-05-22 07:00 pm (UTC)
From: [identity profile] julie. (from livejournal.com)
^///////^
Mój musk dziękuje, będzie wciągał dalej :D

Normalnie-nienormalnie koFFam cię!

Date: 2012-05-18 07:07 pm (UTC)
From: [identity profile] zmora90.livejournal.com
Krwawię, bolą mnie płuca i do tego zaśliniłam klawiaturę (fuj!). Krwawię - bo przegryzłam sobie wargę. Płuca mnie bolą - bo tak jakoś zapomniałam, że potrzebuję oddychać. Ślinię się chyba z wiadomego powodu. Właśnie dałaś mi najwspanialszy prezent na moje dwudzieste drugie urodziny, które właśnie obchodzę. Ubóstwiam cię. Idę czytać jeszcze raz... i jeszcze... i jeszcze...

Re: Normalnie-nienormalnie koFFam cię!

Date: 2012-05-18 07:18 pm (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Jejku jej, nowe czytelniczki do siebie zwabiłam :D

Nie ma sprawy, wszystkiego najlepszego. Tą wargą się nie przejmuj, krew jest seksowna, zwłaszcza w fandomie SPN, blood!kink i te sprawy ;D

Re: Normalnie-nienormalnie koFFam cię!

Date: 2012-05-18 08:27 pm (UTC)
From: [identity profile] zmora90.livejournal.com
Przykleiłam się do ciebie już gdzieś w okolicach lutego. Komentuję dopiero teraz bo livejournal to dla mnie czarna magia i przeważnie nie jestem w stanie się połapać o co w nim chodzi ani jak to to się obsługuje. Od razu zastrzegam, że zapewne nieczęsto coś będę komentować bo nie umiem naskrobać nic w miarę składnego (dzisiaj mamy wyjątek bo wlałam sobie do gardła litr energy-drinka, więc kontakt pomiędzy obiema moimi półkulami mózgowymi jest generalnie nietrwały. Z czego w sposób widoczny korzystam.)

Re: Normalnie-nienormalnie koFFam cię!

Date: 2012-05-18 08:38 pm (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Awww, w takim razie cieszę się, że się w końcu odezwałaś :D Naprawdę fajnie jest wiedzieć, że ktoś czyta to, co tu zamieszczam, i że się to komuś podoba. Od razu poprawia mi się humor i nabieram ochoty na dalsze tłumaczenia :)

Date: 2012-05-19 01:48 am (UTC)
From: [identity profile] blackfalconik.livejournal.com
Tekst F!Castiela, kiedy słyszą Sama...Jego fartuszek...O rany, ja go kocham :).

Reakcja Sama...I skorupka :D.

Ja proszę o more, już, zaraz, terazs, natychmiast!

Date: 2012-05-19 09:52 am (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Zapytałam autorkę, czy zamierza jeszcze coś napisać o tej trójce, ale na razie siedzi w jakimś miejscu z marnym dostępem do internetu, więc pewnie trochę poczekam na odpowiedź :) Może uda mi się znaleźć jakiś inny równie miły fic do przełożenia.

Date: 2012-05-19 07:44 am (UTC)
From: [identity profile] elgared.livejournal.com
Dwa rozdziały jednego dnia, istna gwiazdka w lipcu. Od razu mogę powiedzieć że szósty jest moim ulubionym, ale ten też daje rade. Happy endy są fajne, zwłaszcza po tak angstowym ficu.

Date: 2012-05-19 09:53 am (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Uhm, chłopcy naprawdę zasługują na happy end. Wątpię, czy w serialu go dostaną, ale w fikach na pewno mogą na niego liczyć :)

Date: 2013-01-24 07:52 am (UTC)
From: [identity profile] angelsdreamii.livejournal.com
Aż założyłam konto...

Po pierwsza, jak patrzę na sam serial, to raczej happyend ominie Cassa, w ostateczności zostanie uwikłany w jakąś radosną, ziemską misję lub - o zgrozo - rodzinę? Chyba że twórcy serialu mają pazur, wtedy można spodziewać się czegoś niespodziewanego.

Jeśli chodzi o ten tekst, pozwolę sobie wstawić komentarz z forum z drobnymi rozwinięciami:

Solennie obiecywałam sobie, że w tym serialu nie dam się wciągnąć w żadne czytanie alternatyw. Żadnych. Udawało się, póki sprawa dotyczyła tylko braci, jak pojawił się Cass (oglądam dopiero piątą serię, ale spoilery znam, więc większości tekstów się nie boję), wymiękłam. Nie wiem, czy to wygląd aktora (po części na pewno), czy sama idea anioła tak przywiązanego do człowieka. Nie wiem, ale czuję się zainfekowana. Znów pasjami łykam teksty fandomowe (nawet Sherlock BBC tak ze mną nie zrobił), przeplatam kanonem i umieram na myśl, jak wyglądała ta przyszłość Castiela. Odcinek miałam niemal na świeżo, więc wszystkie siedem części po prostu musiałam przeczytać.

Nie mogłam się zdecydować, kto to ma zrobić i jak. Kto ma prawo do Deana, do kogo prawo ma Dean. Trójkąt, zwłaszcza taki, przekracza trochę moje pojmowanie. Czuję się tym opowiadaniem rozbita, zaniepokojona, bo w sumie... Czemu nie mogłoby być właśnie tak? Jak ktoś ratuje Twoją duszę od wiecznego potępienia, jak ktoś poświęca dla Ciebie wszystko, jak ktoś patrzy i wygląda tak jakby widział każdy strzęp człowieczeństwa, a słowo pisane to oddaje, ja jestem za. Nawet bardzo za. Niebiosa świadkiem, że komentuję rzadko, ale od serca. Zazwyczaj te teksty, które coś we mnie na moment zmienią. Przerażająca jest świadomość, że część z nich zostaje w głowie na miesiące lub lata.

Te widoki z 2014 roku były przerażające. Nie tylko ogólnie świat, ale właśnie chyba najbardziej Dean i Cass, bo Sam... Sama już nie było. To opowiadanie w jakiś jeszcze dla mnie niepojęty sposób doskonale uchwyciło beznadzieję, rozpacz. Rozpad.

Jak ktoś ma alergię na angst (ja trochę mam, nie lubię, kiedy autor/autorka nim szafują), to ten ma szansę to zmienić. Bo jest przykry. Jest tak gorzki, że nie da się go osłodzić. Jednocześnie wciąż pozostaje tekstem przyjemnym.

Wiedziałam, co będę czytać, a jakbym w ogóle nie wiedziała. Szczerze mówiąc, boję się czytać ponownie, bo chyba bym ryczała w trakcie. (WTF?)

Dziękuję.

Date: 2013-01-24 01:10 pm (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Wow, dzięki za komentarz, bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się go zamieścić i że ten tekst (i po części moje skromne tłumaczenie) Cię do tego skłonił. Mam do niego wielki sentyment, przede wszystkim dlatego, że należy do mojego ukochanego verse'u (2014!verse), ale też dlatego, że fani zwykle oddzielają Castiela od jego przyszłej wersji i widzą głównie dzielące ich różnice, a przecież to jest dokładnie ta sama postać, i w tym opowiadaniu świetnie to widać.

Destiel uzależnia, to prawda, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czytała jakieś fanfiki (z kilkoma wyjątkami), zanim w moim życiu pojawił się Misha Collins :D

Faktycznie angstu tu nie brakuje, ale chyba w ostatnich rozdziałach wszystko się rozładowuje, a przynajmniej chwilowo jakoś się układa, i to jest dla mnie najważniejsze. Jak się człowiek naczyta angstu, to łatwiej mu znieść to, co się dzieje w serialu, bo chyba żaden ze scenarzystów nie dręczy chłopców tak jak robią to fanki :P

Jeśli najdzie Cię jeszcze ochota na komentarz, to zapraszam, zawsze kwiczę ze szczęścia, kiedy ktoś tu zagląda :3 Miłego oglądania dalszych sezonów!

^^

Date: 2013-01-24 03:04 pm (UTC)
From: [identity profile] angelsdreamii.livejournal.com
Te dwa gościowe komentarze od AD to też ja i myślę, że możesz liczyć na więcej. Castiel i sam aktor faktycznie zrobili mu z mózgu kisiel z owocami. Wiem, co będzie dalej i zwyczajnie... Nie mam ochoty czasami o tym myśleć, a ponieważ jeden fandom zna mnie jako całkiem dobre pióro i chyba najlepszy polski slash, to... Nie chcę zapeszać, ale chyba mam zamysł na Destiel zaczynający się w punkcie, w którym żaden inny się nie zaczynał. Także może będzie mnie można też poczytać. Jeszcze nie na 100%, ale wiem już, co chciałabym czytać, co chciałabym oddać, a to dużo, żeby rozruszać wenę.

Ponieważ nie lubię brzydko na cudzej pracy żerować, komentarz po prostu musiał się pojawić.

:)

Re: ^^

Date: 2013-01-25 03:52 pm (UTC)
From: [identity profile] lucyannethropy.livejournal.com
Super :D Im nas więcej, tym lepiej. Niech Wena będzie z Tobą! (mnie też się przyda, bo już dawno niczego nie napisałam :/)

Profile

hannibunnylecter: (Default)
hannibunnylecter

February 2016

S M T W T F S
 123456
7 8910111213
14151617181920
21222324252627
2829     

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Oct. 18th, 2017 04:22 pm
Powered by Dreamwidth Studios